I jesteśmy dalej; zrobiliśmy krok do przodu...



 Nie wiem czym to jest spowodowane, ale z dnia na dzień czuje, że coraz bardziej ubywa mi sił... Jeju, przecież ja mam 35 lat, a mówię, jak staruszka, która z ledwością stawia kroki... Nie wiem, czy jest to spowodowane przebytym w niedalekiej przeszłości Covidem, czy przyczyna leży jeszcze gdzieś indziej. Może to też przez bardzo szybkie tempo życia, przez uciekający z prędkością światła czas, ani się człowiek nie obejrzy, a już znowu jest noc i tak mija dzień za dniem... Sytuacja związana z Covidem, chyba znudziła się już większości osob; sama bym chciała, aby było jak dawniej. W ostatnim czasie dowiedziałam się o tylu pogrzebach osób, które znałam, czy to osobiście czy tylko z opowiadań; codziennie, nieustannie dziękuję Bogu za to, że i my i moi rodzice wszyszlismy z tego bez większego szwanku... Dobry Bóg czuwał i nadal czuwa nad nami...

Jeśli chodzi o krok w przód, to cieszę się ogromnie z tego, że podjęliśmy wspólną decyzję dotyczącą adopcji dziecka. W sumie ja byłam już do tego przekonana od dłuższego czasu, choć nie ukrywam, że mam pewne obawy, leki, niepokoje, ale z drugiej strony bardzo się cieszę, że będziemy mieli możliwość kochania i wychowywania dziecka. Dzwoniłam już nawet do OA, ale Pani kierownik powiedziała, że ze względu na covid na razie nie mogą przyjmować ludzi. Także czekamy z niecierpliwością na ten moment, w którym nasze życie nabierze kolorów tęczy. Może to jeszcze nie ten czas-obecnie rozwijamy się w pracy i można by powiedzieć, że mamy dobrą "passę", gdyż chyba większość spraw układa się po naszej myśli... Zobaczymy, jak będzie dalej; będziemy cierpliwie czekać.... 

Komentarze

  1. Świetna wiadomość! Gratulacje. Zaczęłam czytać twojego bloga w marcu 2018, tez cierpliwie czekałam wtedy na rozpoczęcie kursu. Teraz mam dwójkę dzieci (rodzeństwo, adoptowane rok po roku). Niby tylko trzy lata, a świat zupełnie inny, dawne życie jakby nie moje:) Tobie też życzę, byś jak najszybciej znalazła się w tym świecie, w którym ja teraz jestem. Trzymam kciuki, powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Stwierdziliśmy z mężem, że te 8 lat czekania na swoje własne dziecko, to i tak za dużo i teraz trzeba coś zrobić, aby ruszyć z miejsca, bo niestety lat przybywa, a sił ubywa...
      Naszą pierwsza wizytę w OA mamy wyznaczona na 30.06, z jednej strony moje serce przepełnione jest taka nie do opisania radością, ale z drugiej strony mam pewne obawy i leki; najbardziej boję się tych pytań i testów-ja nienawidzę mówić o sobie-a szczególnie o swoich mocnych/słabych stronach, co w sobie lubię, a czego nie itd. Boję się też tego, że któraś odpowiedź, bądź odpowiedzi zostaną źle odebrane/zinterpretowane i przez to ktoś może przekreślić nasze szanse na adopcyjne macierzyństwo; wiem, że wiele par/małżeństw już przez to przeszło i że nie jest to takie straszne..
      Bardzo Ci dziękuję. Cieszę się, że Tobie udało się odnaleźć ta właściwą drogę i że masz 2 wspaniałe osóbki, które są takimi promyczkami):0)

      Usuń
  2. Przegapiłam wpis a tu takie newsy ;) Kochana, cieszę się, że zamknęliście pewien etap w swoim życiu, etap, który być może zaprowadziłby Was donikąd. Mam nadzieję, że wreszcie będziesz mogła powiedzieć, że ze spokojem czekasz na dziecko i cieszysz się życiem. Nie wiem na jakim etapie teraz jesteście, już dawno po 1 spotkaniu w ośrodku, ale najważniejsze, by być sobą i z otwartością serca przyjąć dziecko. Zaciskam nieustannie kciuki za Was, wszystkiego dobrego na adopcyjnej drodze :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że dopiero teraz odpisuje-jakoś ostatnio nie mam na nic czasu-mamy jeszcze w domu remont i człowiek nawet mało co śpi, nie mówiąc już o wejściu na bloga i zobaczeniu co tam słychać...
      Miałam już ostatnio napisać nowy post na bloga, no ale ze względu na powyższe niestety się nie udało. Co do adopcji, to na razie powiem tyle, że nie wiem, czy coś z tego wyjdzie-może faktycznie problem jest w nas-w takim sensie, że nie wiemy czy jesteśmy gotowi na przyjęcie starszego dziecka-w OA Pani kierownik powiedziała nam, że z naszym stażem małżeńskim i naszym wiekiem mogli byśmy dostać dziecko w wieku ok. 6/7 lat. Nie wiem, czy jesteśmy gotowi na przyjęcie takiego starszego dziecka; może mamy "wypatrzony" jakiś obraz małego dziecka, które bardzo byśmy chcieli mieć i boimy się tego, jak to będzie, gdy dostaniemy starsze dziecko-jest to odpowiedzialność - bardzo duża, a co gdy nie damy rady, gdy nas to przerośnie, gdy temu nie podołamy? My chcemy jednak takie mniejsze dziecko do roku, czy max do 2 lat, ale Pani Kierownik powiedziała nam, że to nie jest koncert życzeń... Wiem, że tak jest, ale... Niestety jest jakieś "ale" i tego się bardzo boję....

      Usuń
    2. Powiem tak. Ja mam dzieci w tym wieku i choć mogą wydawać się duże to jednak wciąż maluchy potrzebujące mamy i taty. Jednak z tą różnicą, że my je mamy od niemowlęctwa. Przyjęcie na wychowanie, przysposobienie dziecka w tym wieku to ogromna odpowiedzialność i praca nie tylko nad dzieckiem i nie każdy jest w stanie sobie z tym poradzić. Takie dzieci są bez wyjątku po ogromnej traumie, nie tylko odrzucenia, ale zwykle ucierpiały zarówno psychicznie jak i fizycznie. Dlatego też doskonale Cię rozumiem. Serio Wam powiedzieli, że macie szanse na dziecko 6/7 lat? Szok i niedowierzanie.
      Ale.... No właśnie. Agatko, ja jestem na 100% przekonana, że kierownik tak Wam powiedziała, by Was przestraszyć, my na 1 spotkaniu usłyszeliśmy, że nie ma dzieci zdrowych, wszystkie są obciążone i najlepiej brać starsze, bo przynajmniej wiadomo w jakiej są kondycji zdrowotnej. Wpuściłam 1 uchem drugim wypuściłam i robiłam swoje. Nikt Was do niczego nie zmusi, w każdej chwili, na każdym etapie możecie zrezygnować. Jesteś jeszcze bardzo młoda!! Dzieci 7-letnie proponuje się raczej parom po 40, chyba, że sami określą wiek dziecka starszego. Niestety w OA wolą nastraszyć na początku jeśli np. wiedzą, że mają zbyt wielu kandydatów (by sami zrezygnowali) Jedźcie gdzie indziej, my też dojeżdżaliśmy, to tylko kilka szkoleń pikuś w porównaniu z leczeniem. Także cóż, na rezygnację macie dużo czasu, nie róbcie tego na samym początku drogi, bo jakaś pani coś tam powiedziała :)

      Usuń
    3. Tak było; mało tego, ta Pani faktycznie tak, jak piszesz-robiła wszystko żeby nas zniechęcić - naprawdę dało się to wyczuć-woem, że powiedziałam o 2 słowa za dużo, niestety u mnie emocje wzięły górę i żeby tylko się nie rozkleić (a naprawdę nie wiele mi brakowało) przyjęłam postawę obronną. Pani kierownik cały czas przedstawiała negatywne aspekty adopcji, ani słowem nie wspomniała o pozytywnych stronach - mało tego, cały czas powtarzała, że oni nie są od spełniania marzeń i że to dzieci są dla kandydatów, a nie odwrotnie. W którejś już minucie rozmowy, gdy moje emocje zaczęły brać górę i kiedy Pani poinformowała nas, jakie możemy dostać dziecko, powiedziałam jej, że wg tego co ona mówi i wg panujących tam procedur, to chyba nie ma możliwości, aby dostać malutkie dziecko, bo żeby móc ubiegać się o adopcje trzeba mieć co najmniej 3-4 letni staż małżeński, wiadomo że malzenstwa/pary po 2 czy 3 latach rzadko kiedy decydują się na adopcje-wiadomo wcześniej jest szukanie rozwiązań - wizyty lekarskie u specjalistów itd., a np. Terapia hormonalna żeby przyniosła efekt musi trochę potrwać i tak czas leci, ludzie stają się coraz starsi...
      W końcu mówię tej Pani, że my jesteśmy gotowi na przyjęcie małego dziecka- niemowlaka, na co ta Pani znów na mnie wyjechała - miałam wrażenie, że obdziera mnie z mojej godności ; mąż siedział cicho, ale ja niestety nie mogłam się powstrzymać i powiedziałam, że to nie my wybraliśmy sobie niepłodność, że dlaczego my nie możemy mieć szansy na to, aby wychować dziecko od malutkosci? Zaczelam bombardować tą Panią różnymi pytaniami i przemyśleniami, na co ta Pani stwierdziła, że wydaje się jej, że nie jesteśmy gotowi na adopcje, że mamy to sobie przemyśleć, bo mamy za duże wymagania... Wiesz, jak wtedy było mi przykro; pomyślałam sobie, że już sam fakt zdecydowania się na adopcje jest mega odważnym krokiem i nie każdy tak potrafi, a tutaj takie komentarze i to od osoby, która wydaje mi się, że powinna od samego początku wspierać kandydatów.
      Po wyjściu z OA przeprosiłam męża za moją niewyparzona buzię, ale powiedziałam mu, że musiałam, że nie byłam w stanie tego słuchać i siedzieć cicho bez żadnej reakcji-wiem, że jeślibyśmy tam wrócili, nie było by łatwo.
      W chwili obecnej nie myślimy co dalej-na razie skupiamy się na remoncie domu, potem czas na wakacyjny wyjazd, a potem musimy pomyśleć co dalej...
      Niedawno byłam u ginekologa i możesz mi wierzyć albo nie już na samym początku badania stwierdził, że mam endometriozę-tylu lekarzy, u których byłam ani słowem nie wspomnieli o tej chorobie, ba nawet, jak kiedyś zasugerowałam, że to może być endometrioza, to jeden z lekarzy mi pow., że mam nie przeglądać internetu, bo się na czytam a potem sobie wmawiam chorobę, a tutaj proszę - dopiero 10,czy 11 specjalista gin. Stwierdza ta paskudna chorobę; przez 6 m-cy mam zazywac lek, który ma wyciszyć chorobę, nie za dobrze się po nim czuje, no ale jak trzeba, to trzeba...

      Izzy a jak Twoje dzieciaczki? Zdrowe?

      Usuń
  3. Gratulacje 💗 dawno nie było mnie w tym świecie blogowym. Ale bardzo się cieszę, że dziś tu zerknęłam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ku pokrzepieniu serc- " sposoby" na niedrożne jajowody

Moja walka z niedroznymi jajowodami...