Mój upór i determinacja....

Kiedy inni rozkładają ręce i klupią się w czoło, ja idę do przodu z nadzieją, że uda mi się w końcu utrzeć im nosa... Troche takie pół żartem, pół serio, bo oto jestem w pierwszym cyklu po HSG, gdzie generalnie mam drożne obydwa jajowody...
Jestem uparta w dążeniu do upragnionego celu, jeśli chodzi o to, zawsze robie wszystko, co w mojej mocy- taka już jestem...dlatego też wcześniej chwytałam się różnych metod " wspomaganiowych" i się ich trzymałam..
Nie wiem dlaczego, nie wiem skąd, ale mam takie wewnętrzne przekonanie, że teraz się uda; czuję ogólnie taki spokój- nigdy wcześniej nie miałam czegoś takiego; ostatnio ograniczyłam spożycie słodyczy na rzecz owoców i warzyw, nawet kupiłam orzechy nerkowca, pistacje, awokado, granat, generalnie smak awokado nie przypadł mi do gustu, no ale czego to się nie robi- wiadomo po co hehehe staram sie pić więcej wody mineralnej ( wode lekko gazowaną odgazowywuję), z rana po przebudzeniu wypijam szklankę gorącej wody ( wcześniej piłam ocet jabłkowy- ale jak na razie, zrezygnowałam z niego), słucham muzyki relaksacyjnej, staram się nie denerwować, oczywiście dalej modlitwy za wstawiennictwem św. Rity i św. Gerarda ( patronów w mojej/ naszej niepłodnościowej drodze) i na koniec dnia coś, co dla niektórych moich współdomowników jest jakimś " absurdem"- zabiegi z moksy, które robię w garażu- podczas tego " zabiegu" powstaje śmierdzący dym ( rzekomo też leczniczy), zapach osiada na całym moim ciele- gdyby nie ten dym, zabieg byłby przyjemny, no właśnie i tak ostatnio wychodzę z garażu po " moksowaniu" i mama kiwa głową i mówi, że chyba szkoda zachodu, bo na pewno taki smród i to wszystko nie służy niczemu dobremu, że ją po tym boli głowa itd. - z jej wypowiedzi wyciągnęłam dla siebie taki sygnał- ona ( jak zresztą chyba i mój tata i mój mąż) w to po prostu nie wierzy, uważa to za jakieś czary, czy coś w tym stylu, nic nie powiedziałam, ale w duchu sobie pomyślałam- " jeszcze Wam utre nosa i udowodnię, że to wszystko pomaga, to się uda, ja w to wierze"; jestem pełna nadziei, bo jak nie uda się naturalnie, to zawsze w grę wchodzi inseminacja- teraz po usłyszeniu diagnozy- obustronna drożność- możliwości jest wiele, a przecież wszystko inne funkcjonowało tak, jak powinno, teraz dodatkowo wspomagamy się witaminami i minerałami, zwracamy większą uwagę na wiele spraw;
Byłam ostatnio na akupunkturze, pani zbadała mnie, zobaczyła moje gardło i powiedziała, że mam je lekko podrażnione i że jest to infekcja wirusowa- zimno przedostało się do wnętrza- gdzieś mnie po prostu przewiało;  oczywiscie, jak zawsze można było liczyć na jej pomoc- wbiła mi igły w poszczególne punkty na ciele ( pierwszy raz miałam igłę na twarzy-na lewym policzku); kiedy leżałam na kozetce z wbitymi w moje ciało igłami w ilości 6 szt, pani zbadała mój puls i powiedziała, że już coś zaczyna się zmieniać, dzisiaj już czuję się dobrze i co najważniejsze umiem pozbywać się zalegającej flegmy...
Także nasze starania trwają, dziś zjadłam ostatnią w tym cyklu tabletke Clostilbegytu, nuszę dzwonić do mojego gina umówić się na monitoring, bo kazał się odezwać między 10 a 11 dniem cyklu;
niedługo się okaże, czy coś z tego wyniknie ;0)

Komentarze

  1. Czuję, że byśmy się dogadały :) Ja jestem taka sama- nie odpuszczam, nie poddaję się, walczę do końca. Mam już synka z in vitro, a mimo to nie potrafię zrezygnować z marzeń o drugim dziecku. Osoby, które wiedzą ile przeszłam- ciągle mnie pytają dlaczego nie odpuszczę...A ja po prostu nie potrafię, taka już jestem :) Trzymam kciuki za kolejny cykl i mocno Ci kibicuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do dogadania, to też tak myśle hehe
      Determinacja i upór, to moja " domena", a jeśli jeszcze chodzi o " walkę" o swoje dziecko, to już w ogóle- nagroda, jaka czeka na końcu, jeszcze bardziej mnie " nakręca".
      Kochana- walcz do końca, nie patrz na innych, bo tak jest, że Ci inni za bardzo nie potrafią zrozumieć, bo nie są w naszej sytuacji; mnie nasza niepłodność bardzo wiele nauczyła i wiem, że gdyby ten problem nie spotkał mnie osobiście też chyba bym nie potrafiła tak do końca zrozumieć- zdać sobie sprawy z tego, jak " poważny" jest to problem, bo tak jest, gdy ludziom coś łatwo, bez wiekszych problemów przychodzi...
      Nie poddawaj się, jeśli odczuwasz potrzebe posiadania kolejnego dziecka- " walcz" o nie, a inni niech sobie gadają- ludzie zawsze będą gadać obojętnie jaką decyzję byśmy podjęli; przeszłaś dużo, ale myśle, że gdybyś mogła cofnąć czas, na pewno podjęła byś taką samą decyzję- bo warto było " walczyć"...
      Kochana ja za Ciebie też trzymam kciuki, jetem z Tobą i mocno Cię przytulam...

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Za dużo wszystkiego w krótkim czasie..

Jak trudno jest podjąć właściwą decyzję.. .

Ostatni lekarz na mojej niepłodnościowej drodze- ostatnia deska ratunku