O tym, co u mnie po nieobecności tutaj. ..

Dawno nic nie pisałam ; powiem szczerze,że zabierałam się za pisanie od dłuższego czasu, ale nigdy nie dochodziło to do skutku.
W ciągu tego czasu, wiele się działo; pod koniec pazdziernika byliśmy w Egipcie , gdzie mogliśmy nacieszyć się promieniami słońca i temperatura w okolicach 30 stopnii-, naładowaliśmy baterie i wrocilismy do codziennosci. Mieliśmy okazję plynac statkiem sea scope, gdzie znajdowało się przeszklone dno i można było podziwiać piękne rafy i zwierzątka żyjące w Morzu Czerwonym. Kolejna wyciaczka była wycieczka do Luxoru,



gdzie dużo pozwiedzalismy i zobaczyliśmy.

Potem spontaniczny wyjazd weekendowy, gdzie pogoda również nam dopisała.
Na początku listopada byłam, zresztą jak co miesiac- na akupunkturze, trochę się pożaliłam, bo miałam gorsze dni, a złożyło się na to wiele czynników - zaczęło się od nagonki i nerwowości w pracy- wyzysk za najniższą krajową i straszenie zwolnieniami dyscyplinarnymi i karami finansowymi ( powiem tak- pracowałam kiedyś na o wiele poważniejszym stanowisku- bo byłam weryfikatorem umów kredytowych na duże sumy i nie było takiej nagonki, ani straszenia,jak teraz) obecnie jestem na etapie szukania nowej pracy, w ostatnim czasie powysyłałam kilka CV, rozmawiałam z koleżanką, która kiedyś pracowała w tej samej firmie,co ja teraz, ale nie wytrzymała tego i kilka miesięcy temu się zwolniła; powiedziała, że w jej obecnej firmie nowy pracownik dostaje na rękę 2500zł, plus do tego różne dodatki, ale jest to praca na produkcji - podobno początki są bardzo trudne , ale później już jest ok; coraz bardziej się nad tym zastanawiam, jednak obawiam się o moje zdrowie, czy za cenę wyższej wypłaty nie odbije mi się to na zdrowiu.
Cała atmosfera w mojej pracy sprawiła, że zaczęłam się jeszcze bardziej zadręczać , gdy " uswiadomilam" sobie, że w takich chwilach nie mogę nawet " uciec" na ciążowe l4- co bardzo chętnie bym zrobiła; czarę goryczy przelała @, która się pojawiła w momencie,gdy miałam kryzys- była dziwna i inna niż zawsze, zaczynając od tego, że była mniej " krwawa", a kończąc na tym, że trwała niecałe 2 dni, byłam bardzo zdziwiona, odczekalam kilka dni i zrobiłam test ciążowy, dzień po dniu, ale nic nie wykazały...
Pani z Aku powiedziała, żeby dalej robić swoje i nie zwracać większej uwagi na to, co się robi; po zbadaniu mojego pulsu powiedziała,że mam zastoje w osierdziu co jest związane ze sercem, ale i też z macicą i przez to poprzedni cykl może być stracony przez to....
Od tego poniedziałku mnie rozłożyło i jestem na L4. Zaczęło się już w sobotę i wylądowałam z ostrym bólem w prawym nadbrzuszu promieniującym w okolice nerek na pogotowiu. Dyżur miała babcinka- ok. 70 lat, która,jak przyjechaliśmy,to spała i była potem zła za, to że przerwaliśmy jej drzemkę, ale trudno... Zapytała się mnie co się dzieje, wysłuchała i stwierdziła, że to niestrawność, a ja jej mówię,że ja od 7 godzin nic nie jadłam, a na śniadanie tylko kromkę z serkiem żółtym i tyle, zapytała mnie o leki i powiedziałam jej,że biorę hormony,bo staramy się o dziecko, po czym pani dr stwierdziła,że to może być ból od jajnikow, nie wytrzymałam już tego i powiedziałam jej,że po 1 wiem gdzie są jajniki, a mnie boli całkiem gdzie indziej, a po 2 wiem,jaki to jest ból jajnikowy,bo nieraz takie miałam; pani dr zaczęła przewracać oczami i w końcu powiedziała: " a może pani jest po prostu w ciąży", powiedziałam jej,że raczej nie, bo miałam okres, zrobiłam kilka testów ciążowych i nic z tego nie wyszło, a ona dalej uparcie drążyła temat, że może to być wczesna ciąża itd., a ja jej mówię,że raczej nie i że ciąża chyba tak nie boli, a gdy boli,to chyba coś jest nie tak.... Dostałam zastrzyk przeciwbólowy i pani dr cały czas powtarzała, że ona przepisze takie leki,które nie zaszkodzą ewentualnej ciąży, a mnie chciało rozerwać, ale jakoś wytrzymałam- zaleciła paracetamol, bo mogą go przyjmować kobiety w ciazy i wypisała receptę na furagine, której nie wykupiłam; w poniedziałek poszłam do lekarza rodzinnego, opowiedziałam o całej sytuacji, pani dr zbadała mnie, przepisała leki, mam zrobić badania krwi i moczu i z wynikami iść do kontroli; wg mojej pani dr, mam zapalenie dróg moczowych- ( mimo że nie piecze mnie przy oddawaniu moczu, nie ma krwi w moczu, ani nie mam parcia na pecherz moczowy)...
Oczywiście ten cykl spisany jest na straty- biorę antybiotyki i starań nie bedzie...
Na czas choroby odstawiłam mokse i orbitrek;
Z jednego się cieszę, że mam tydzień wolnego i mogę oddychnac  sobie od roboty- w końcu zdrowie jest najważniejsze , a praca- jak nie ta,to inna, a za najniższą krajową nie ma się co wychylać...

Komentarze

  1. Fajnie, że się odezwałaś Agatko. 😊
    Wiesz co, a może nie myśleć tak, że na straty, że się nie staramy. Po prostu robić swoje, nie z musu, nie konieczności, ale z potrzeby bliskości i bycia kochanym.
    To plamienie, przeziębienie mogły zwiastować dobrą nowinę, ale jeśli mówisz, że to nie możliwe. Znasz siebie i pewnie wiesz. Testy czasem się mylą.
    Agatko tak bardzo Wam tego życzę!! Wierzę, że się uda! 😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki.
    Chciałabym wierzyć w to, co piszesz hehe ale myślę,że to nie ciąża- do tego jeszcze biorę teraz silny antybiotyk i leki przeciwbólowe, które nie wiem czy można brać w razie ciąży ( chociaż moja pani dr wie,że się staramy, ale nie wiem czy akurat o tym pomyślała); starania w tym cyklu raczej odpuścimy , nie chce ryzykować żeby w razie co nie zarazić męża jakąś paskudą, bo to nigdy nie wiadomo, a przez tę chorobę,to nawet nie mam ochoty na nic,jak człowieka boli,to nic mu się nie chce, nic go nie cieszy i nie sprawia satysfakcji, ale to minie, także muszę być dobrej myśli.. bardzo Ci dziękuję za wsparcie i trzymanie kciukow. Buziaczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo zdrówka kochana. 😊 😘

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję. Od środy wracam już do pracy, koniec " leniuchowania"... Buziaki

      Usuń
  3. Kochana bardzo trzymam.za Was kciuki, ale przede wszystkim za Ciebie, abyś sobie poukładała to swoje życie zawodowe, bo wbrew pozorom to ma ogromny wpływ na pozostałe sfery życia, przecież ten cały stres odbija się bezpośrednio na Tobie 😔 Masz rację, praca pracą, jak nie ta to inna, a zdrowie i dobre samopoczucie jest najwazniejsze, wiem co mówię 😔

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana.
      Dokładnie jest tak,jak piszesz, ale nie chce też wpaść z deszczu pod rynnę i podejmować pochopnych decyzji- moja mama cały czas mi powtarza: Aga, pieniądze to nie wszystko, ale zdrowie jest najważniejsze.. zobaczymy co z tego wyjdzie; na początku tego roku obiecałam sobie,że jak nic się nie zmieni w obecnej firmie,to tylko będę robić do końca roku i potem się zwalniam; mąż cały czas mi powtarza,że mam się zwolnić i iść do tej firmy,gdzie na rękę dają 2,5 tyś i do tego jeszcze firma zapewnia dojazdy do pracy- kusi to i to bardzo, ale są też pewne obawy, bo jest to praca fizyczna... Zobaczymy..

      Usuń
    2. Dobrze, że przynajmniej rozważasz zmianę pracy, to już jest początek dobrej zmiany. Mąż ma trochę rację, ale to Ty musisz się czuć w tym wszystkim pewnie, więc zrób to co czujesz. Przesyłam dużego buziaka 😚

      Usuń
    3. Pracę chce zmienić i to bez dwóch zdań,bo w tej firmie nie widzę mojej przyszłości, a też nie będę wieki robić za minimalną krajową i przechodzić przez te różne sytuacje w mojej robocie,bo to nie jest na moje nerwy, ale nie chce podjąć decyzji zbyt pochopnie, ja też jestem takim człowiekiem,że z jednej strony bym coś chciała,ale z drugiej się bardzo boje zmiany, nowości itd.,ale w końcu wykonam duży krok w przód...
      Dzięki; śle buziaki dla Ciebie i Zosi:0)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ku pokrzepieniu serc- " sposoby" na niedrożne jajowody

Bańka mydlana....

Jak było kiedyś, a jak jest teraz...