Podsumowanie Roku 2020 i plany na Nowy Rok

 Jak dla większości ludzi, rok 2020 był rokiem dziwnym-pełnym nowych sytuacji oraz z tym związanych obostrzeń. Myślę, że większość ludzi bardzo chciała, aby rok 2020 jak najszybciej się skończył i by nastała nowa era-wolna od koronawirusa,by wróciło życie takie, jakie było przed pandemią. Widać, jak ludzie są już bardzo zmęczeni tą całą sytuacją. 

Jeśli chodzi o miniony rok, to muszę przyznać, że mimo wszystko wiele się wydarzyło. Patrząc na początek roku 2020, kiedy to stałam się osobą bezrobotną- nawet było mi to "na rękę", z tego względu, że mogłam jeździć z babcią mojego męża na różne badania i wizyty lekarskie-a trochę ich było (w grudniu 2019r. Został u babci wykryty guz piersi o zaawansowanych zmianach  i lekarz pow., że babcia nie dożyje przyszłych Świat Bożego Narodzenia--co niestety się potwierdziło-ale o tym później). 

Pod koniec stycznia pojechałam do sanatorium-skorzystałam z okazji, że na razie nie pracuje i mogę sobie pozwolić teraz na wyjazd (oczywiście skorzystałam z wyjazdu dzięki zwrotom), gdyż mój normalny termin wypadł by na wrzesień, a patrząc teraz z perspektywy czasu, różnie mogło by to wyglądać, więc bardzo dobrze, że stało się, jak się stało-tak miało być. Do połowy lutego byłam w Dusznikach Zdroju, gdzie pod koniec mojego pobytu przyjechał mąż i popołudniami mogliśmy spędzać razem czas. 

W międzyczasie stan babci zaczął się pogarszać-coraz bardziej słabła, traciła siły i powoli zaczęła zalegać w łóżku-po świętach Wielkanocnych, jej stan się pogorszył i tak 11 mają odeszła - w ostatnich dniach przed śmiercią bardzo cierpiała; pamiętam, jak byliśmy u niej dzień przed jej śmiercią-łzy same cisly się do oczu, a szczególnie gdy słyszeliśmy jej ciężki oddech i mieliśmy wrażenie, że babcia się dusi, nie mogła już za bardzo pić, pamiętam, jak mąż nasączał wacik wodą i przykładał jej do ust; trzymałam wtedy babcie za rękę dało się wyczuc w niej każda najmniejszą kosteczkę, głaskałam jej rękę i poprawiałam jej włosy, które spadając kilały ją po czole-widać było, z ejej to przeszkadza, ale nie miała już sił, by sobie te włosy poprawić, więc kiedy widziałam, że ją to denerwuje, odsuwałam jej te włosy; po pewnym czasie kiedy tak trzymałam jej rękę, babcia "okrzyczala" mnie i powiedziała, że mam ją puścić, mam jej nie dotykać, więc puściłam ją, a ona szybko mnie przeprosiła, widać było, że strasznie wszystko ją bolało, a nikt z nas nie umiał jej pomóc, bo nawet już nie działała na nią morfina. Rak zaatakował jej kości oraz narządy wewnętrzne. 

Jeśli chodzi o kwestie związane z moją pracą, to szukałam pracy-powysyłałam wiele CV i nawet byłam zła, gdyż nikt się do mnie nie odezwał. 

Największą zmianą, która wydarzyła się w moim życiu w 2020roku, było znalezienie pracy - w sumie taka, jakiej szukałam- pracownik biurowy.; tak, jak chciałam-niedaleko mojego miejsca zamieszkania i nie mam problemu z dojazdem do niej, gdyż zabieram się z moją bratową. Powiem Wam, że, to cud, że mam tę pracę-po pierwsze w obecnych, trudnych czasach, gdzie szaleje pandemia, coraz trudniej jest znaleźć pracę, a tym bardziej jeszcze taką, jaką by się chciało; po drugie, odezwałam się do mojego obecnego pracodawcy jak zakończył już rekrutację, ale że zadzwoniłam i powiedziałam, że bardzo zależy mi na pracy, że jest to praca, której chciałabym się podjąć itd. I dostałam szanse; mimo że przede mną było kilka kandydatek, mimo że po pierwszym dniu chciałam zrezygnować, mimo że szef  na początku "nie przypadł mi do gustu"- zostałam, dalej pracuje--już 5 miesiąc, a po 2 miesiącach pracy zostałam nieformalnie mianowana kierowniczką-dlatego nieformalnie, gdyż jestem zatrudniona na podstawie umowy zawartej przez mojego pracodawcę z Urzędem Pracy i w takim przypadku nie można zmieniać w umowie stanowiska pracy. Chcę Wam powiedzieć, że nie jest to moja zasługa, nie miałabym tego co mam i nie była bym tym kim jestem, gdyby nie opieka Matki Bożej, bo inaczej by się to wszystko nie udało. Cieszę się, że pracuję, że mam pracę, którą lubię, że wszystko dobrze się układa, bo gdy kolejny miesiąc siedziałam bez pracy, skończyło mi się bezrobocie, to bardzo bolało mnie to, że nie miałam pracy i zdawałam sobie sprawę z tego, że nie będzie łatwo...  Jakiś czas temu, odnalazłam w Piśmie Świętym list do świętego Józefa, który napisałam pod koniec 2019r. i tam pisałam m. In. O znalezieniu dobrej pracy w tym 2020 roku i ta prośba się spełniła-swiety Józefie dziękuję za wstawiennictwo za mną... 

Jeśli chodzi o nasze wakacje, to pojechaliśmy w Bieszczady-byliśmy tam po raz pierwszy i zakochaliśmy się w tamtych rejonach. Generalnie nie planowaliśmy żadnych wczasów-nie mieliśmy nigdzie wyjeżdżać w tym roku, ale można powiedzieć, że był to spontaniczny wyjazd i dobrze, że pojechaliśmy-potrzebowaliśmy tego wyjaz du żeby odpocząć od codzienności, zmienić otoczenie itd. Pochodziliśmy trochę po górach, pozwiedzaliśmy kilka miejsc, pogoda nam dopisała--pierwotnie miał być tylko jeden dzień słoneczny, a resztę dni miało padać, a w rzeczywistości było tak, że jeden dzień przelotnie padało, a reszta dni była bez deszczowa. W hotelu, w którym się zatrzymaliśmy, spotkałam małżeństwo, które było ze mną w sanatorium w styczniu- taki zbieg okoliczności... Ale w sumie przecież w życiu, nie ma zbiegów okoliczności, bo wszystko w naszym życiu dzieje się po coś...

Jeśli chodzi o końcówkę roku 2020, mianowicie o miesiąc listopad, to nie będziemy go dobrze wspominać; pandemia odcisnęła swoje piętno i na nas; na początku zachorował mój mąż- najprawdopodobniej zaraził się od swojego kolegi z pracy, gdyż siedzieli w jednym biurze i to bez maseczek; objawy pojawiły się u niego kilka dni po ostatnim spotkaniu z kolegą--pojawiła się u niego temperatura, katar, ból gardła, zapchane zatoki, kaszel, więc lekarka rodzinna wysłała go na testy, kiedy otrzymał wynik pozytywny, on wskoczył na izolacje, a ja na kwarantannę; został mu przepisany antybiotyk, który miał zażywać jakoś przez 6 dni- w tym czasie miał 2 takie wieczory, podczas których zaczęło go dusić, pojawiła się panika i skurcze jelit- nie wyglądało to za dobrze, w pewnym momencie myślałam, że będziemy dzwonić po pogotowie, ale te 2 wieczory można powiedzieć, że były przełomowe, bo po tych najgorszych objawach, pojawiła się poprawa, jakby ręka odjął- został tylko lekki kaszel; po pierwszym takim wieczorze, następnego dnia mąż zadzwonił do lekarki i zgłosił jej to, a lekarka przepisała mu wziewy; kiedy mężowi się uspokoiło ze mną zaczęło się coś dziać- nie wszystkie objawy miałam takie, jak mój mąż- od dłuższego czasu miałam lekki stan podgorączkowy, a po kilku dniach pojawił się ból pod łopatkami, katar trwający 1 lub 2 dni, później zapchane zatoki - tez jakoś 1 czy 2 dni się to utrzymywało; potem miałam 2 dni - w sumie 2 wieczory, w których bardzo źle się poczułam-dostałam goraczki-38 stopni, która nie spadała nawet po lekach przeciwgoraczkowych, wszystko mnie bolało, nie mogłam wstać z łóżka, dostałam  zimnych potów i pojawiły się skurcze jelit, następnego dnia zadzwoniłam do lekarki rodzinnej i opowiedziałam jej o tych objawach; wiedziałam, że gdy zrobię test też będę miała pozytywny wynik, ale dla potwierdzenia tego lekarka i tak wysłała mnie na test i przepisała antybiotyk i lek na zbicie gorączki--na drugi dzień pojechałam na test i jak się okazało tak, jak mówiłam-wynik pozytywny. Różne są opinie na temat wirusa covid-jedni w niego w ogóle nie wierzą, inni mówią, że to jak zwykła grypa itd.,kiedy nie dotknęło nas to osobiście miałam co do tego mieszane uczucia, ale po przejściu tego na własnej skórze (mimo tego, że w sumie przeszlismy to można powiedzieć w miarę łagodnie) mogę stwierdzić, że zachorowanie na covid 19, to nie zachorowanie na zwykła grypę, czy przeziebienie; zdaje sobie sprawę z tego, że każdy organizm jest inny i inaczej to przejdzie, czy przechodzi, ale ja i mój mąż żyjac przeszło 30 lat, mieliśmy nie jedna grypę i niejedno przeziębienie, ale nigdy nie przechodziliśmy ich tak, jak obecnie covid 19; co więcej, mimo że większość objawow już ustala, to zauważyłam, że szybko się męczę i szczególnie wieczorami-pod koniec dnia da się to odczuć; nie wiem czy w przyszłości nie pojawia się jakieś konsekwencje przejścia przez ta chorobę-mam nadzieję, że nie... Przez ten czas, mieliśmy zgodę naszych pracodawców na to, że możemy pracować zdalnie; mój szef kilkakrotnie powtarzał mi, że jeśli nie czuję się na siłach, mam sobie to odpuścić, ale nie było tak źle i spokojnie mogliśmy pracować zdalnie. Co mogę powiedzieć, ale zaznaczam, że jest to moje własne zdanie- wirus sars-cov 19, to nie fikcja, on naprawdę jest, zdaje sobie sprawę z tego, że niektóre sytuację są wyolbrzymiane i większość rzeczy zwala się na pandemia,  ale znam też kilka takich przypadków, w których to ludzie śmiali się i nie wierzyli w tego wirusa, a dzisiaj już ich nie ma i wielu z nich nie miało chorób współistniejących...

Kolejna sprawa są te wszystkie marsze i działania przeciw Kościołowi-dlaczego wiele ludzi zrobiło się takich wygodnych-mówią-chce dziecko ale żeby było zdrowe, żeby było sprawne itd., ludzie zaczęli stawiać swoje wymagania, zaczęli "wybrzydzać" i nie potrafią się cieszyć tym, co mają, a przecież każde dziecko ma prawo do życia; znam kilka przypadków, gdzie kobieta w ciąży dowiedziała się, że jej dziecko prawdopodobnie urodzi się z zespołem Downa, był to szok dla rodziców, jedni nawet rozważali kwestie aborcji, bo jak to oni będą mieli chore dziecko itd. I wiecie co, wszystkie te dzieciaczki, które miały urodzić się chore, urodziły się zdrowe i dostały 10 pkt w skali Apgar; to już powinno być świadectwo, pokazanie innym, że nie zawsze jest tak, jak to wygląda, bo wszystko może się zdarzyć, a lekarze nie są Bogiem. 

Ogólnie przez cały zeszły rok dało się odczuć opiekę Matki Bożej--na każdym kroku. Mimo zdałoby się powiedzieć nie najlepszej sytuacji finansowej -(ja nie pracowałam, a mężowi obcięli wynagrodzenie, gdy pojawiła się pandemia), udało się nam zakupić kilka rzeczy do domu-m. In. wymieniliśmy sobie prysznic, kupiliśmy komodę i tapczan oraz zrobiliśmy remont dachu i chce przy tym zaznaczyć, że nie kupowaliśmy tego na raty, ani nikt nie pożyczał nam pieniędzy  (muszę też zaznaczyć, że mój mąż nie zarabia kokosów-żeby było jasne) - chciałam tylko pokazać działanie "z niebios", bo patrząc wstecz sama się dziwię, jak daliśmy radę to wszystko ogarnąć mając jedną wypłatę i nie zadłużając się u nikogo;

Udało mi się zadbać o siebie-a raczej zmobilizować do tego, aby systematycznie ćwiczyć i na trampolinie fitness, która żeśmy zakupiły z mamą i na orbitrek-staram się ćwiczyć codziennie lub co 2 dzień 15-20minut na trampolinie i ok. 30 minut na orbitreku. 

Kiedy nie pracowałam, odmawiałam Nowenny Pompejanskie, natomiast kiedy podjęłam się pracy, niestety nie mam już tyle czasu, aby odmawiać 3 tajemnice różańca w ciągu dnia, ale w zamian za to, wstaję rano pół godziny wcześniej i modlę się jedną tajemnice różańca przypadająca  na dany dzień zaduszę w Czysccu cierpiące. 

Na rok 2021 też są pewne plany. Jako ozdrowieniec chciałabym oddać osocze, chciałam to zrobić już pod koniec zeszłego roku, ale są pewne wymagania co do tego, więc stwierdziłam, że na spokojnie zostawię sobie to na Nowy Rok. Kolejna rzeczą, która chciałabym załatwić w tym roku, to umówić się do poradni zajmującej się chorobami serca i naczyń krwionośnych, aby skonsultować i pokazać wynik z badania usg, gdzie wyszło, że mam niewydolne żyły miednicy--chciałabym zrobić z tym porządek, gdyż nadal miewam bardzo uciążliwe @. Na ten rok mamy zaplanowana wymianę pieca i całej instalacji, chcemy także przy okazji przeprowadzić remont sypialni. Jeśli chodzi o plany zawodowe, to też szykują się jakieś zmiany-co z tego wyjdzie, to się okaże. 

Zobaczymy, jak to będzie wszystko wyglądało, czy "wyhamuje" ta cała pandemia, czy wrócimy do normalnego życia; chciałabym, aby rok 2021 był lepszy niż ten poprzedni, by działy się same przyjemne i fajne rzeczy i tego Wam wszystkim życzę 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ku pokrzepieniu serc- " sposoby" na niedrożne jajowody

To wszystko po coś się dzieje....